Wrześniowe wejście na Język Trolla

Trolltunga (Język Trolla), to szczyt, który powinien odwiedzić chyba każdy miłośnik gór będąc w Norwegii. To miejsce jest trzecią najbardziej znaną, naturalną atrakcją Norwegii (zaraz po Preikestolen i Kjerag). Trolltunga jest półką skalną zawieszoną nad jeziorem o nazwie Ringedalsvatnet (nie nad fiordem, jak myśli wielu ludzi na podstawie zdjęć). Korzystając z oferty tanich lotów, zakupiłem ze znajomym bilety do Bergen, aby mieć możliwość wejścia na szczyt podczas weekendu. Weekendowy wypad okazał się o wiele trudniejszy niż myślałem, także zachęcam do przeczytania 🙂

Przylecieliśmy linią Wizz Air z Okęcia do 14217989_1018260388271995_254612127_nBergen w piątek, drugiego września tuż przed południem. Na miejscu zastaliśmy niestety deszczową pogodę, która jest bardzo częstym zjawiskiem w tym kraju. Postanowiliśmy na początku zmierzać pieszo kierując się na drogę wylotową 580 prowadzącą z Nesstun do miasteczka Indre Arna, aby mieć możliwość łapania lepszych okazji do podróży autostopem,

Podróżowanie autostopem w Norwegii jest bardzo proste, gdyż ludzie chętnie zatrzymują się po krótkim czasie oczekiwania. Niektórzy kierowcy podwożą znacznie dalej niż początkowy plan ich podróży, gdyż okazana pomoc młodym turystom sprawia im radość. Od lotniska przeszliśmy niewiele ponad dziesięć kilometrów zanim zaczęliśmy łapać pierwszy autostop. Przez ten czas już poczuliśmy zmęczenie, jednak jako, że byliśmy pełni sił postanowiliśmy, że dopóki jest jasno – łapiemy okazję aż do skutku. Udało się nam przejechać kilkadziesiąt kilometrów, a za każdym razem podwozili nas bardzo mili ludzie, którzy byli optymistycznie nastawieni do świata.

Tuż przed zmrokiem, złapaliśmy ostatni autostop, którym jechała para starszych osób – ku naszemu szczęściu Ci uprzejmi ludzie zaproponowali nam nocleg u siebie w Norheimsund. Wieczorem mieliśmy wspólną kolację i opowiadali nam o swojej rodzinie pokazując zdjęcia. Z rana kazali nam zrobić sobie kanapki na następny dzień i udostępnili nam specjalnie prowiant. Byli to ludzie, którzy przed laty sporo podróżowali o czym świadczyły różne pamiątki i pocztówki z różnych części świata. Przekazali nam swój adres z prośbą o wysłanie pocztówek. Otworzyli również pewną książkę, gdzie były nazwiska i imiona osób, które oni przyjęli do swojego domu w podobny sposób jaki nas. Okazało się, że przed nami przyjęli bardzo dużo osób, różnych narodowości. Po wpisaniu naszych nazwisk, zauważyliśmy, że posiadają listę podróżników z różnych części Polski. Ich życzeniem było przesłanie pocztówki, stanowiły dla nich miłe wspomnienia i są źródłem uśmiechu i radości.

14182422_1018260421605325_1993296848_n

Z samego rana Ci Państwo podwieźli nas jeszcze pod przystań promową. Dzięki tym ludziom zyskaliśmy siły, zregenerowaliśmy się i napełnili nas optymizmem na dłuższy czas. Koszt przepłynięcia promem wynosi 72 NOK za dwie osoby. Kupując dla pojedynczej osoby transport płatny już 42 NOK. Dopłynęliśmy do miejscowości Jondal, skąd pojechaliśmy autostopem do Oddy, następnie do Tyssedal. Przez większość drogi towarzyszą piękne krajobrazy.

unnamed unnamed1 unnameds

Między miejscowościami Jondal, a Oddą jest konieczność przejechania przez dwa dłuższe tunele, które są wykute w skale. Pierwszy tunel liczy dziesięć, a następny aż jedenaście kilometrów długości. Przejezdni, gdy dowiedzieli się, że zamierzamy dostać się na szczyt, postanowili zawieźć nas na parking, stanowiący punkt startowy szlaku oddalony ponad sześć kilometrów od centrum Tyssedal. Gdy byliśmy już na parkingu, postanowiliśmy ruszać natychmiast, aby zdążyć wrócić przed zmrokiem. Przy parkingu (koszt za postój samochodu wynosi 200 NOK) znajduje się sklep gdzie można zakupić (ceny mocno  zawyżone) wszystko co potrzebne na podróż. Obsługa sklepu zwraca uwagę i pyta czy przed wymarszem posiada się prowiant, dobre buty i coś przeciwdeszczowego. Przed szlakiem widnieje informacja, że zakaz jest wchodzenia między piętnastym września, a kwietniem, od kwietnia do czerwca można wchodzić tylko w zorganizowanej grupie z przewodnikiem, a w okresie letnim wychodzić na szlak z rana, aby wrócić przed zmrokiem. Dawniej najtrudniejszy odcinek można było pokonać za pomocą kolejki, która wjeżdżała na górę, jednak od dłuższego czasu jest ona nieaktywna i wszyscy podążają wyznaczonym szlakiem.

unnamedq

Pierwsze dwa kilometry są najtrudniejsze, bowiem prowadzą DSC_1215przez kamienne schody. Już wcześniejszego dnia przemoczyliśmy w kumplem buty, także na szlak ruszyliśmy w mokrych butach mając obtarcia. Postanowiliśmy, że na szczyt musimy wejść i nie możemy zrezygnować chodźby nie wiem co. Deszczowa pogoda nie była dla nas przeszkodą. Wyobrażałem sobie, że doczołgam się rękoma w razie braku możliwości dalszego marszu, ale na szczęście nie było takiej konieczności. Dawniej, pierwszy odcinek można było pokonać za pomocą drewnianych schodów, które były proste i były pozostałością torowiska kolejki. Trasa była odrobinę krótsza. Jednak te schody zostały rozebrane i wszyscy kierują się wyznaczonym szlakiem.

Kolejne dwa kilometry to wzniesienie przez skałę. Pokonanie odcinka było łatwiejsze od schodów, chociaż był wymagający. Następne kilometry szlaku kilkukrotnie wznoszą się, jednak te wzniesienia nie są już tak odczuwalne jak na pierwsze cztery kilometry. Podobno różnica pokonanej wysokości w obydwie strony wynosi o ponad trzy tysiące metrów, jednak nie odnalazłem nigdzie oficjalnej informacji. Między drugim, a trzecim kilometrem widać porozstawiane domki letniskowe.

Szlak w jedną DSC_1185stronę od parkingu do skalnej półki wynosi jedenaście kilometrów, z czego cztery kilometry to droga pod górę. Co kilometr poustawiane są tabliczki informujące o przebytym dystansie i informacji ile pozostało do celu. Oprócz tych tabliczek, szlak jest wyraźnie oznaczony co kilkadziesiąt metrów czerwonym znakiem T.

14218465_1018260154938685_8596331_n

Na początku szlaku widnieje informacja, że szlak prowadzi przez park narodowy, przez co jest zakaz rozbijania namiotów i biwakowania. Jednak wielu śmiałków wyrusza na szlak z wielkimi plecakami, namiotami i niektórzy otwarcie przyznali, że zamierzają rozbić się nieopodal szlaku. Nikt nie przejmuje się zakazem. Na szlaku znajdują się dwa małe domki ratownicze przeznaczone dla turystów w których można odpocząć, a nawet spać.

14193812_1018260094938691_858326235_n

W pewnych chwilach podczas naszej wędrówki opadły chmury na tyle nisko, że zasłoniły górskie krajobrazy.

DSC_1205DSC_119315390948_10206637447169690_4866542708953152104_n

Podczas całej trasy widać turystów różnych narodowości zmierzających na szczyt. Zainteresowanie jest bardzo duże, a pogoda jak widać nie odstraszyła nikogo. W parkingowym sklepiku dowiedzieliśmy się, że podobno codziennie wzywana jest pomoc, gdyż zasady bezpieczeństwa dla niektórych są trudne do zastosowania i część osób zapomina lub jest całkowicie nieświadoma. Niektórzy są w stanie wyruszyć na szczyt ze swoimi pupilami. Nigdy wcześniej nie widziałem psa, który niósłby bagaż za turystę. Udało mi się uwiecznić jak pies dźwigał bagaż na specjalnych szelkach.

DSC_1179

Po ponad czterech godzinach wędrówki nadeszła długo oczekiwana chwila wejścia na skalną półkę. Widoki mimo opadów, były niesamowite. Na szczęście chmury chwilowo opadły i była dobra widoczność. Widok jest nie do opisania. Oprócz pięknego widoku towarzyszą silne emocje. Czuć olbrzymią satysfakcję, która zdecydowanie jest warta całego trudu. Cel zdobyty. Lęk wysokości jest o wiele mniej odczuwalny niż nad szczytami nad Lysefiordem. Wysokość przepaści jest większa niż na Preikestolen, wynosi ona około siedemset metrów. Większość osób, które dochodzą siadają na krawędzi skały ciesząc się z pięknego widoku, osiągniętego celu jak również pozując do zdjęć. Mimo moich obaw i lęku wysokości- udało mi się usiąść na krawędzi.

14182639_1018259908272043_303251846_n14182649_1018259774938723_1431375370_n

Ze szlaku wróciliśmy wieczorem, tuż przed zmrokiem. Droga powrotna trwała krócej ze względu na krótsze postoje. Początkowo towarzyszyły myśli, że droga powrotna będzie łatwiejsza, bo „z górki”, natomiast ostatni kilometr kamiennych schodów okazał się dla nas prawdziwym wyzwaniem. Szczególnie, że nasze obtarcia na stopach były coraz większe.

Po dojściu na parking, pewna para Polaków zgodziła się podwieźć nas do pobliskiego miasteczka Odda w którym późnym wieczorem rozbiliśmy  nasz namiot.

aaa

Następnego dnia polepszyła się pogoda, mogliśmy zmierzać autostopem w drogę powrotną w kierunku Bergen. Tuż za miejscowością Norheimsund na drodze Fv7 znajduje się piękny wodospad Steinsdalsfossen, który unnamedma 46 metrów wysokości. Wodospadów w Norwegii jest bardzo dużo jednak Steinsdalsfossen wyróżnia się od pozostałych tym, że można podziwiać go od środka 🙂 Zbudowana jest specjalna kładka która można wejść za strumień. Wodospad robi wrażenie o każdej porze. Po zmroku jest oświetlony. Na końcu kładki znajduje się punkt widokowy.

unnamedaunnamedc14218079_1018259551605412_718317497_n

Wypad do Norwegii był nisko kosztowy. Za lot w obie strony zapłaciliśmy 133 PLN od osoby. Jedzenie mieliśmy swoje zakupione w Polsce, a w Norwegii jedynym wydatkiem był prom na trasie Tørvikbygd – Jondal – Tørvikbygd (72 NOK w dwie strony) oraz przejazd tramwajem z Bergen do Birkelandskrysset (36 NOK), skąd mieliśmy około dwóch kilometrów spacerem do lotniska. Ceny w Norwegii są bardzo drogie, zapamiętałem, że transport autobusem z miasta na lotnisko kosztuje około 100 NOK (około 50 PLN), a półlitrowa butelka wody kosztuje aż 30 NOK, (około 15 PLN)

Po tym wyjeździe stwierdziłem, że koniecznie będę musiał wrócić na ten szczyt razem z dziewczyną i grupą przyjaciół.

Opublikowano Górskie szlaki | Otagowano | Dodaj komentarz

Preikestolen, czyli skalna półka w Norwegii

Po zdobyciu Kjeragu, który zrobił na całej grupie olbrzymie wrażenie, chcieliśmy grupą koniecznie następnego dnia wejść na Preikestolen, który jest jedną z największych atrakcji Norwegii. Miejsce to znane jest z różnych opowieści, przewodników. Nawet każdy Norweg z którym mieliśmy okazję dłużej porozmawiać wspominał nam nazwę tego miejsca. Musieliśmy więc to zobaczyć, zależało nam na tym bardzo. W skrócie.. Jest to skalna półka usytuowana nad Lysefjordem, o wielkości około 25 metrów na 25 metrów i ścianach pionowo opadających do podstawy klifu. Ale skrócone zdanie nie przedstawi większości 🙂

Z miejscowości Lysebotn popłynęliśmy turystycznym promem do Forsand. Rejs trwał około dwóch godzin, podczas niego była możliwość obejrzenia Kjerag i Preikestolen z fiordu. Prom okazał się największym wydatkiem podróży. Koszt przewozu aż trzysta koron norweskich od osoby!

DSC_0660DSC_0716DSC_0732

Autostop dziewczyny złapały będąc jeszcze na promie zagadywały do ludzi. Pewien Szwed wraz z kumplem zgodzili się zawieźć trzy osoby na parking Preikestolen. Tuż przy parkingu znajduje się sklep i schronisko. Tuż przed szlabanem pobierana jest opłata za postój. Po trzydziestu minutach od przyjazdu pierwszej grupy, wszyscy spotkaliśmy się na parkingu i wspólnie ruszyliśmy w górę.

Szlak do skalnej półkiDSC_0965 zajmuje około dwóch godzin. Trasa jest zdecydowanie lepsza i łatwiejsza niż na Kjerag. Turyści wędrują drogą, która w większości jest ułożona równo kamieniami, schodami, czasem drewnianą kładką (nad podmokłymi terenami).

Szlak na Preikestolen jest dobrze oznaczony, nie sposób się zgubić. Przez jego część prowadzą schody wykonane z ogromnych kamieni. Miejsc na szlaku do podziwiania widoków i fotografowania nie brakuje. Kilkaset metrów od szczytu znajduje się jezioro, gdzie część postanowiła popływać przed dojściem do celu 😉

DSC_0938DSC_0791DSC_0777

Jako, że na Preikestolen również towarzyszył wszystkim lęk wysokości, dla bezpieczeństwa przed oglądaniem przepaści, woleliśmy oglądać widoki w pozycji leżącej. Z przerażeniem patrzyłem na osoby, które siadały na krawędzi bez zabezpieczeń i spoglądały w dół, lekko pochylając się. Nie ma żadnych barierek, czy innych zabezpieczeń. Strach przed upadkiem był silnie odczuwany, ale radość z dotarcia – bezcenna 🙂

DSC_0800

Tak jak na Kjerag – mieliśmy możliwość podziwiania góry o wschodzie i zachodzie słońca. Specjalnie obudziliśmy się o piątej nad ranem, aby zobaczyć górę o wschodzie słońca. Rozciągał się piękny widok krajobrazu,  który z rana dzięki padającemu światłu słońca staje się jeszcze piękniejszy.

DSC_0919DSC_0828 DSC_0891Przeważnie na półce codziennie w jednym momencie stoi nawet kilkadziesiąt osób, podczas naszego pobytu było zaledwie kilka osób. Dotarliśmy do celu tuż przed zachodem  słońca.  Ze względu na późną porę – uniknęliśmy tłumów i mieliśmy możliwość zrobienia ciekawych zdjęć 🙂DSC_0900

  DSC_0838 DSC_0866 DSC_0867 DSC_0900

Z Preikestolen postanowiliśmy wracać autostopem, jednakże ruch z rana w stronę miasta był znikomy. Postanowiliśmy pojechać autobusem do Tau, następnie popłynąć promem do centrum Stavanger, gdzie mogliśmy pobieżnie zwiedzić stare miasto. Na lotnisko wróciliśmy autobusem „Kolumbus”. Mając dwie godziny do odlotu, postanowiliśmy wykąpać się jeszcze w Morzu Północnym. Ze względu na wysokie ceny w Norwegii jedzenie zabraliśmy ze sobą z Polski. W Norwegii kupiliśmy jedynie wodę oraz bilety na prom i autobus. Wyjazd był wspaniały. Mimo, iż wszyscy wróciliśmy zmęczeni, najważniejsze, że byliśmy także szczęśliwi.

Aniu! –> po raz kolejny bardzo dziękuję Ci za zdjęcia 🙂

Opublikowano Górskie szlaki | 8 komentarzy

Podróż na Kjeragbolten, czyli uwięziony głaz między skałami

Na początku czerwca udało się polecieć dość sporą grupą do Stavanger, miasta znajdującego się w południowo-zachodniej Norwegii. Za bilety lotnicze zapłaciliśmy po 39 PLN od osoby. Podczas lotu poznaliśmy podróżników z bloga wyprawyodczapy.eu (super ludzie, naprawdę 🙂 )  z którymi przez cały czas wspólnie podróżowaliśmy. Podczas lotu okazało się, że zamierzali oni – tak samo, jak i my zobaczyć największe atrakcje Norwegii, czyli Kjerag oraz Preikestolen. Po przylocie, na lotnisku zastanawialiśmy się wspólnie nad planem i możliwościami wspólnego transportu. Powstał pomysł wynajmu samochodu, jednak ceny i oferty wypożyczalni nie należały do korzystnych, bo zbyt późno wzięliśmy się za to. Czytaj dalej

Opublikowano Górskie szlaki | 2 komentarze

Rowerowe Jamboree – Etap pierwszy

Rowerowe jamboree – była to dla mnie największa 10653357_790993744257384_7566378447489641434_nprzygoda 2015 roku. W wielkim skrócie: jest to projekt harcersko-podróżniczy, którego założeniem jest promowanie Polski jako kandydata na zorganizowanie światowego jamboree w Polsce w 2023 roku, miał on także na celu organizację wyprawy na światowy zlot skautów (jamboree) z Warszawy do Japonii na rowerach. Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii, Wyjazdy rowerowe | 2 komentarze

Obóz wędrowny 2012

W 2012 pojechaliśmy na następny obóz wędrowny, tym razem w pięcioosobowym składzie patrolu wędrowniczego. Trasa zaplanowanej przez nas wyprawy rowerowej prowadziła przez Ukrainę do Rumunii w której planowaliśmy przejechać jak najwięcej. Dwudziestego trzeciego lipca spotkaliśmy się na Dworcu Centralnym i stamtąd pojechaliśmy kolejami (z trzema przesiadkami) do Przemyśla. Zrobiliśmy tam zakupy w centrum handlowym i ruszyliśmy na rowerach w stronę przejścia granicznego „Medyka”. Po przejechaniu przejścia przez granicę skierowaliśmy się do miejscowości Mościska, skąd mieliśmy mieć pociąg do Lwowa. To był mój pierwszy przyjazd na Ukrainę. Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Obóz wędrowny 2011

Będąc w patrolu wędrowniczym ZHR w 2011 roku miałem możliwość pojechania na obóz wędrowny, który okazał się pierwszą, dłuższą przygodą z rowerem. Polegał on na przejechaniu w ośmioosobowej grupie przez Szwecję, Danię oraz Niemcy. Podczas kilku zbiórek ustalaliśmy plan obozu i przejechaliśmy wspólnie ponad tysiąc dwieście kilometrów, przeżywając po drodze różne przygody. Miałem wtedy siedemnaście lat, taki obóz był dla mnie wielkim wyzwaniem i jednocześnie wyczynem. Czytaj dalej

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarze

Rowerem przez Chorwację

  Wracając pochmurnego dnia z Bośni i Hercegowiny do Polski wjechałem do Chorwacji. Jechałem od południowej strony, poruszając się drogą krajową numer 60 przez przejście graniczne w Goricy. Jako, że nie miałem przy sobie chorwackiej waluty, nie robiłem żadnych zakupów podczas przejeżdżania przez pierwsze miejscowości. W pierwszym sklepie, gdzie robiłem zakupy musiałem płacić kartą. W miasteczku Grubine zjechałem na drogę numer 76 , prowadzącą na zachód. Był plan, aby dotrzeć do morza. Droga była pełna wzniesień i w większości prowadziła pod górkę, ale pogoda na szczęście uległa poprawie. Świadomość, iż z każdym dniem jestem bliżej Polski dodawała energii, a chęć powrotu ,tak jak konieczność – robiła się silniejsza. Czytaj dalej

Opublikowano Bałkany 2015 | 2 komentarze