Obóz wędrowny 2012

W 2012 pojechaliśmy na następny obóz wędrowny, tym razem w pięcioosobowym składzie patrolu wędrowniczego. Trasa zaplanowanej przez nas wyprawy rowerowej prowadziła przez Ukrainę do Rumunii w której planowaliśmy przejechać jak najwięcej. Dwudziestego trzeciego lipca spotkaliśmy się na Dworcu Centralnym i stamtąd pojechaliśmy kolejami (z trzema przesiadkami) do Przemyśla. Zrobiliśmy tam zakupy w centrum handlowym i ruszyliśmy na rowerach w stronę przejścia granicznego „Medyka”. Po przejechaniu przejścia przez granicę skierowaliśmy się do miejscowości Mościska, skąd mieliśmy mieć pociąg do Lwowa. To był mój pierwszy przyjazd na Ukrainę.

zdjęcia obozowe 2 009

Do Lwowa dojechaliśmy pociągiem z rana. Pociąg był ogromny, o wiele szerszy i wyższy niż polskie koleje, dostanie się do pociągu nie zawsze jest łatwe. Zastanawiałem się jak do tego pociągu wchodziły starsze panie, które zabierały ze sobą wielkie torby. Wyjęcie roweru z pociągu nie zawsze było łatwe i w pojedynkę dla nas nie było to wtedy możliwe.

zdjęcia obozowe 2 086

W Lwowie po przyjeździe skierowaliśmy się do domu pewnego harcerza, który spodziewał się naszego przyjazdu. Zapewnił on u siebie nocleg dla nas wszystkich. Tuż po wkroczeniu do jego domu, wszyscy chcieli drzemki, więc po godzinnej drzemce wyruszyliśmy pieszo zwiedzać miasto. Lwów jest piękny, tani i ciekawy, jednak na opis Lwowa poświęcę z czasem osobny wpis. Następnego dnia pojechaliśmy pociągami do miasta Kołomyja, skąd skierowaliśmy się ku granicy ukraińsko-rumuńskiej.

zdjęcia obozowe 2 131

Niedaleko granicy z Rumunią złapałem pierwszą, obozową „gumę”. Jako, że mój rower nie posiadał wtedy przedniego amortyzatora, rower był skazany na częstsze wymiany dętek. Przed granicą pech chciał, że podczas ruszenia rowerem przerzutki wkręciły się w tylne koło, przez co wyrwał się hak. Nie miałem zapasowego haka, przez co nastąpiła konieczność skrócenia i nałożenia łańcucha na zębatki. Do końca obozu musiałem jechać na przerzutkach 2-4. Aby było mi łatwiej, chłopaki przejęli ode mnie część mojego bagażu. Nie musieliśmy wozić ze sobą przez cały obóz zapasów jedzenia, także było nam lżej (porównując do wcześniejszego obozu, gdy woziliśmy żywność przez całą trasę).

zdjęcia obozowe 2 129

Podczas tego obozu miałem niezliczoną ilość przedziurawionych dętek. Nie byłem dobrze przygotowany na tą podróż, nie miałem opon przystosowanych do górskich terenów, szczególnie tych pozbawionych asfaltu. Obiecałem sobie wtedy, że nigdy więcej nie wjadę swoim rowerem na Ukrainę.

zdjęcia obozowe 2 257

Planowaliśmy przekroczyć granicę ukraińsko-rumuńską na przejściu granicznym „Ruska”, ale ku naszemu zdziwieniu okazało się, że granica jest zamknięta i nie ma możliwości legalnie przekroczyć granicy. Aby dotrzeć do następnego przejścia granicznego mieliśmy drogę do pokonania około stu piętnastu kilometrów.

zdjęcia obozowe 2 148

Musieliśmy wtedy zmienić plan podróży i kierować się do następnego przejścia granicznego, który znajduje się tuż obok miasta Siret. Musieliśmy dłużej zostać na Ukrainie. Droga nie zawsze była asfaltowa. Podróżowaliśmy przez piękne, zielone tereny. Często jechaliśmy szutrowymi drogami. Jechaliśmy drogą T2609, która prowadziła przez wielką górę. Musieliśmy pchać rowery w górę, a zjeżdżając nie było możliwości rozpędzenia się dla mnie, bo obciążenie bez amortyzatora, na wąskiej oponie skutkowało przedziurawieniem dętki.

zdjęcia obozowe 2 096zdjęcia obozowe 2 164zdjęcia obozowe 2 157

Większość posiłków spożywaliśmy nieopodal drogi, gdy mieliśmy spokojne miejsce, czasem połączone ze stolikami dla przejezdnych. Woziliśmy jedzenie które nie wymagało długiego przygotowania oraz produkty którym nie szkodzi transport w sakwach. Codziennie w naszych sakwach panowały wysokie temperatury, wstrząsy czy ścisk, także zakupy robiliśmy średnio co drugi dzień. Tak jak na poprzednim obozie – każdy był odpowiedzialny za posiłek danego dnia i codziennie inna osoba musiała pełnić funkcję kucharza.

zdjęcia obozowe 2 088zdjęcia obozowe 211

Tuż przy skrzyżowaniu dróg T2607 i M19 pod Czerniowcami rozkleiła mi się ponownie dętka. Wspólnymi siłami nie daliśmy rady już zakleić dziury i, niestety, zmarnowaliśmy wszystkie posiadane łatki. Oznaczało to, że musieliśmy się rozdzielić. Dzięki naszej współpracy i w miarę sprawnej organizacji, chłopaki podzielili się moim rowerem. Drużynowy wziął na bagażnik moją ramę, Alek przytroczył z tyłu roweru moje oba koła, a Kamil z Jaśkiem zabrali część mojego bagażu na swoje rowery. Część swojego bagażu zapakowałem w plecak i rozdzieliliśmy się. Chłopaki odjechali, a dla mnie zaczęła się niezwykła przygoda, czyli podróżowanie autostopem w nieznane.

zdjęcia obozowe 2 190zdjęcia obozowe 2 181

Podróż autostopem trwała aż do spotkania w rumuńskim mieście Suceava, gdzie miałem najgorszą noc w życiu. Na dworcu głównym Suceava doświadczyłem nieprzyjemnego towarzystwa. Musiałem szukać schronienia w mieście, towarzyszyła ogromna bariera językowa. Nocleg w hotelu ze względów finansowych był wtedy wykluczony. Kiedy po północy znalazłem odpowiednie miejsce na nocleg, myślałem że uda mi się bezpiecznie spędzić noc.  Jednak okazało się, że to była najgorsza noc, podczas której obudziły mnie głodne, agresywne, bezdomne psy(…). Po przyjeździe chłopaków do Suczawy zrobiliśmy zakupy, zapewniliśmy nowe dętki i znów mogliśmy jechać wspólnie w stronę południa.

zdjęcia obozowe 119

Pewnego wieczoru postanowiliśmy zatrzymać się na noc przy połączeniu dróg 17 B oraz krajowej 15, niedaleko wielkiego jeziora Bicaz. Połączenie tych dróg to niesamowity wiadukt, który zrobił na wszystkich wrażenie. Widok z rana był niesamowity, nie przypuszczałem, że z rana będę miał tak piękny widok.

zdjęcia obozowe 2 267

Dojechaliśmy do miejscowości Durău, gdzie na pobliskim kempingu zostawiliśmy na półtora dnia rowery. W czasie, gdy zostawiliśmy rowery, poszliśmy pieszą wędrówkę w góry Ceahlău. Góry Ceahlău (wschodnie Karpaty) znajdują się w Parku Narodowym o tej samej nazwie co góry – Ceahlău. Zaliczane są do najpiękniejszych i najbardziej znanych pasm górskich w całej Rumunii 🙂 Szczyt gór jakie zdobyliśmy wynosił ponad tysiąc dziewięćset metrów n.p.m. Nocleg mieliśmy w schronisku górskim, był to nasz jedyny płatny nocleg podczas całego wyjazdu.

zdjęcia obozowe 025zdjęcia obozowe 112zdjęcia obozowe 072zdjęcia obozowe 064zdjęcia obozowe 110

zdjęcia obozowe 157Po zakończeniu górskiej wędrówki jechaliśmy dalej w głąb Rumunii. Mijaliśmy różne miejscowości, które nie są znane z turystyki. Widzieliśmy typowe życie mieszkańców, którzy często z zaskoczeniem patrzyli się na zagranicznych rowerzystów. Staraliśmy się nie jechać głównymi drogami, przez co mogliśmy zobaczyć więcej; dzięki temu mieliśmy okazję doświadczyć raz gościnności rumuńskiej wsi. Podczas deszczu w małej wsi schowaliśmy się chwilowo w jednym z gospodarstw. Starsza pani wiedząc, że przyjechali nieznani rowerzyści i są w jej stodole, zamiast pogonić nas czy wezwać policję – przyniosła dla nas świeże i ciepłe racuchy. Mimo,że nie potrafiliśmy porozumieć się słownie, czuć było serdeczność i szczere zadowolenie z odwiedzin.

zdjęcia obozowe 170zdjęcia obozowe 2 221

Noclegi mieliśmy w różnych miejscach. Jedynie podczas wędrówki górskiej w schronisku spaliśmy w łóżkach. Raz zatrzymaliśmy się na opuszczonej budowie mając pewność, że nikt tam nas nie znajdzie.

zdjęcia obozowe 185

Będąc w okręgu (rumuńskim województwie) Harghita wiedzieliśmy, że nie mamy czasu na dojechanie do Bukaresztu. Postanowiliśmy w pewnej miejscowości wsiąść do nocnego pociągu, którym pojechaliśmy do miasta Satu Mare, znajdującemu się w północnej części kraju. Podczas jazdy pociągiem postanowiliśmy wrócić przez Węgry i Słowację. W mieście każdy z nas postanowił pozwiedzać we własnym zakresie, umówiliśmy się na zbiórkę na konkretną godzinę. Następnie skierowaliśmy się do Węgier, później na  Słowację – właśnie podczas przejeżdżania przez ten kraj liczniki pokazały pokonany tysięczny kilometr.

zdjęcia obozowe 259

Dalej  już jechaliśmy pociągiem – wyruszyliśmy z Muszyny, mieliśmy przesiadkę w Tarnowie i następnie przyjechaliśmy do Dworca Wschodniego. Obozy wędrowne są wspaniałe, a trudności obozu wspominane są zawsze z zachwytem i zadowoleniem. Mimo, że ponad osiemset kilometrów musiałem przejechać na jednym biegu – nie żałuję 😉 Obóz był wspaniały, okazał się jednym z najlepszych wyjazdów w jakim mogłem uczestniczyć.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Obóz wędrowny 2012

  1. aga pisze:

    …ale extra, że są co chwila nowe odcinki serialu „Podróże Mantasa” :))))

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s